Witaj w swoim świecie!

Tak, tak! Ty drogi gościu jesteś poniekąd w moim świecie ale to ja od paru tygodni stawiam czoła swojemu światu samotnie.

Po raz pierwszy tak prawdziwie i tak szczerze chcę zmierzyć się ze sobą. I najgorsze jest to, że jest to okrutnie bolesne!

Czuję że historia, moja historia, zatoczyła koło.

Czas wreszcie z wielką stanowczością powiedzieć: „Time to say goodbye”!

Żegnaj stara „ja”. Żegnajcie schematy i mechanizmy, które mną sterowały. Żegnajcie wgrane przekonania, stereotypy i wyobrażenia.

O ironio! Przy tym utworze 17 lat temu zaręczałam się. Lecz myślę sobie dziś, że tam w ogóle nie było mnie! Wtedy byłam kimś zupełnie innym. Byłam małą, zagubioną, naiwną dziewczynką, choć miałam już 21 lat. Nic nie wiedziałam o ludziach, o świecie, a przede wszystkim o sobie. Czułam tylko, że potrzebuję miłości, że łaknę akceptacji i bliskości jak powietrza.

Czułam wewnętrzną pustkę, którą nie umiałam i nie mogłam niczym wypełnić.

Kiedy pojawiła się Ona, wszystko zatrybiło. Poczułam się wreszcie potrzebna. Mogłam wreszcie Kogoś uratować, Komuś pomóc i jeszcze słyszeć że jestem kochana! Bajka!

To jednak nie była bajka a jednak tkwiłam w tym 10 lat. Później tkwiłam znów w innym związku 7 lat łudząc się, że przecież jest dobrze. Że kiedyś się wreszcie ułoży, tylko muszę bardziej chcieć, bardziej się starać, bardziej wierzyć. Wiara ponoć góry przenosi. Moja nie przeniosła. Może za mało wierzyłam?

Wszystko jest dla mnie tym trudniejsze, że jako nadwrażliwiec, mega empatyczny typ całe życie skupiałam się na potrzebach i oczekiwaniach innych.

Kontrolowaniu innych, domyślaniu się ich intencji i próbie zmian zachowań innych. Sama byłam świętą. Matką Teresą. Męczennikiem. Nierozumianym przez nikogo Wallenrodem. Don Kichotem walczącym samotnie z wiatrakami.

Oczywiście guzik prawda!

Teraz wreszcie przyszedł czas zapytać wreszcie siebie: co lubię, czego chcę i potrzebuję.

A ja nie wiem…

Zawsze organizowałam czas, bo było dla Kogo. Wiedziałam, co w danym czasie robić, gdzie iść, co zjeść, bo był Ktoś jeszcze.

Teraz mam decydować tylko za siebie. Teraz mam skupić swoje myśli na sobie. Teraz mam działać dla siebie.

Dziwny stan.

Czuję się, jakbym stała w największym kamieniołomie z łyżeczką od herbaty w ręku i poleceniem przerzucenia nią ton normy. A i to wydaje się bardziej wykonalne i realne niż zaufanie wreszcie sobie.

Kurcze! Kaśka! Spinaj poślady, weź się ogarnij i nie rób scen!

Jak to fajnie i łatwo mówi się z boku. Jak to mądrze wszystko brzmi: że czas leczy rany, że doświadczenia wzmacniają, że trzeba odnaleźć i pokochać siebie by kochać w pełni innych. Teorie to ja znam mili Państwo na piątkę z plusem!

By promcio

Listy do zagubionej dziewczynki…

Witaj Dziewczynko :)
Dobrze mieć czasem z kim pogadać, wyżalić się, po prostu wyrzucić z siebie rozpacz, gorycz czy rozpierającą radość.
Zapewne nie będzie się to działo super szybko, bo pokaleczone różnymi ludźmi tracimy zaufanie do nowych, a tym bardziej anonimowych ludzi.
Może jednak ta anonimowość i bariera szklanego ekranu pozwoli opowiedzieć to, na co czasem brakuje odwagi lub czasu w codziennym życiu.
Wiesz, kiedy myślę o Tobie widzę małą, zagubioną, samotną, naiwnie wierzącą (już nawet nie wiadomo w co) dziewczynkę. Tkwiłam w związku, choć nie wiedziałam po co.

Chcę byś wiedziała, że nie jesteś sama! Jestem i chcę Ci towarzyszyć w Twojej podróży zwanej życiem. Chcę być świadkiem Twoich walk, wyzwań, chwil spełnienia i szczęścia.

Świadkiem niby odległym, niby nieznanym a jednak bliskim i bardzo Ci serdecznym.

Niech ta świadomość, że gdzieś tam po drugiej stronie ekranu czeka ktoś, komu nie obojętne jest Twoje życie będzie jak ciepły promyk słońca. Niech zawsze Ci towarzyszy.

Wierzę w Ciebie! Nie szukaj odpowiedzi kim jesteś, bo nigdy jej nie znajdziesz.

Jesteś sobą. Jesteś młodą dziewczyną, która wreszcie zaczyna żyć.

Zacznij widzieć życie wokół siebie.
Zakochaj się w świecie, w przyrodzie, w jej pięknie i cudzie.

Poczuj gorący piasek pod stopami w parną noc, poczuj delikatny płatek śniegu na rozgrzanym policzku, poczuj zapach trawy o poranku. Poczuj życie. Zobacz je. Smakuj je i delektuj się nim.
Masz prawo nie wiedzieć czego chcesz. Masz prawo błądzić.

Nie możesz jednak nienawidzić siebie.
Szukaj dobrych ludzi. Testuj ich. Sprawdzaj. Wybieraj odpowiednich dla siebie.

Wprowadzaj zmiany do swojego życia. Nawet najdrobniejsze. A rezultaty same przyjdą. Obiecuję!!!

To jak z kroplą wody drążącą skałę. Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jak, ale to działa!

Ciesz się tymi chwilami.
Pytaj, szukaj, błądź i znajduj.

Będziesz szczęśliwa, nawet jeśli teraz wydaje się to niemożliwe.

To nie wydarzenia z przeszłości Cię ukształtowały i zdeterminowały na dalsze życie.
Kształtujesz się sama. Ty decydujesz jaką emocję uczynisz kapitanem swojego umysłu.

Jesteś Człowiekiem, nie laboratoryjną myszką.

Masz serce, emocje i rozum. Używaj ich wszystkich świadomie, z równowagą. A przede wszystkim dbaj o siebie. Ty znasz siebie najlepiej, jesteś dla siebie najlepszym przyjacielem. Nie krzywdź siebie, nie mów sobie gorzkich słów. To wszystko zapewni Ci zewnętrzny świat, gwarantuje!
Bądź swoim przyjacielem. Wsłuchuj się w siebie. Nie oceniaj. Doradzaj, pocieszaj, wspieraj. Ćwicz to najczęściej jak się da.
Pamiętaj, że jeśli będziesz do czegoś dążyć, uczynisz to swoim pozytywnym celem, to cały wszechświat zrobi wszystko, by Ci się udało.

Idź na spacer. Odkrywaj świat.

Zrezygnuj z toksycznych ludzi, z wampirów energetycznych, odetnij się od biorców i tych z ciągłymi pretensjami.

Zaprzyjaźniaj się z pozytywnymi ludźmi, zarażaj się ich energią, czerp z niej, ładuj akumulatorki.
Przyjdzie czas, że sama będziesz gotowa odwdzięczyć się tym samym :)

Głowa do góry, pierś do przodu i w świat Młoda Damo! :)

Buziak!

K. :)

P.S.

Wiem, co znaczy miotać się wewnętrznie, odczuwać skrajne uczucia, kochać kogoś i nienawidzić maksymalnie jednocześnie, prowadzić ciągłą walkę z własnymi emocjami, uczuciami i myślami. Nie widzieć sensu, celu i światła w tunelu…

Ponieważ wiem, jak to jest powiem Ci jedno: życie to darmowe minuty, dni i lata, które dostajemy w pakiecie.
Nie wiadomo ile ich jest, ale niewykorzystane, nie przejdą na kolejny abonament.
To, co się stało, nasze nawet najmroczniejsze wydarzenia, to czas w którym już byliśmy, już go znamy.
Nie ma co na siłę tam co chwilę wracać.

To zaś, jak przeżyjesz dzień dzisiejszy i ile wykorzystasz z każdej jego minuty zależy już tylko od Ciebie.
Możesz siedzieć w kącie, skręcona bólem istnienia i rozdrapująca rany. Możesz próbować zagłuszać ten ból lekami, alkoholem, narkotykami czy miłością.
Ale możesz też również dać sobie pomóc. Włożyć trochę wysiłku i nauczyć się czerpać radość z życia.
To możliwe. Obiecuję Ci to!
Każda strata niesie ze sobą ból. Każda utrata najbliższej osoby rodzi pustkę. Nie napiszę Ci, że ta pustka i ból szybko zniknie. Ale kiedyś zniknie i zapomnisz! Musisz tylko pozwolić sobie na autentyczne przeżycie tego bólu, a nie zagłuszanie go. W końcu nauczysz się z nim żyć i z każdym dniem stanie się on mniejszy.
Ja tez uczę się cierpliwości, bo chciałabym wszystko teraz, natychmiast, zaraz. Ciężko jest mi czasem spiąć poślady i zacisnąć zęby. Zwłaszcza, jak gdzieś w środku gniecie i boli..

Chciałabym mieć z kim dzielić bliskość ale czy będzie mi to dane? nie wiem…czasem mnie to przeraza bo czuje ze ja jestem powołana do kochania… a może się mylę?
Raz mam lepszy a raz gorszy dzień … choć wierze ze wszystko się poukłada najlepiej dla mnie jak to możliwe to czasem chciałabym już to widzieć JUŻ tego doświadczać. Wtedy moja cierpliwość jest zerowa :(

Ale próbuję. Upadam, wstaję i idę dalej, choć boli.

Ty też próbuj! Jesteś wartościowym i niepowtarzalnym człowiekiem.
Nie czekaj aż ktoś Cię zabierze z sytuacji, w jakiej teraz jesteś. Zabierz się stamtąd sama.
Jesteś cudem życia. Kimś jedynym i niepowtarzalnym. Jedynym i najlepszym swoim ja. Masz wszystko, co trzeba by iść do przodu i dać światu cząstkę swojej wyjątkowości. Nie wiesz dziś jaki to będzie wkład, ale jesteś częścią całej układanki. Bez Ciebie obraz się nie uda.
Praca nad sobą jest najtrudniejszą z możliwych, ale i najbardziej satysfakcjonującą. To jak odbywanie podróży do najdalszych zakątków kosmosu, pełnych tajemnic, cudów i magii. Zakochaj się w sobie, a świat zakocha się w Tobie!
Skąd to wiem? Bo jestem dziś tu i pisze do Ciebie :)

Pozdrawiam ciepło,
Kasia :)

By promcio

Zakochanie…

Uwielbiam ten utwór https://www.youtube.com/watch?v=ln9TZTTWsck

Jest w nim jakaś pozytywna energia, radość, pozytywne wibracje. Coś co dopiero od niedawna staje się moim udziałem.

Dopiero teraz prawdziwie zakochuję się… :) w sobie :)

Dopiero teraz odkrywam i poznaję siebie. Co lubię. Co jest dla mnie ważne. Czego pragnę.

Przez 10 lat tkwiłam w toksycznym, wyniszczającym i destrukcyjnym związku. Wszystko jednak tłumaczyłam miłością i tym, ile można w jej imię znieść. Miałam wypaczony obraz Kobiety poświęcającej się Miłości, która jest Wszystkim. Jest jak powietrze, bez którego się duszę. Jest rozdzierającą z tęsknoty rozpaczą, kiedy nie ma Jej obok. Jest sensem życia i celem mej egzystencji. Jakiś obłęd!
Była przemoc fizyczna i psychiczna, było uzależnienie a ja wciąż naiwnie ufałam i wierzyłam, że ona się może zmienić i zmieni się dla mnie.
Pamiętam, że w sylwestrową noc nie wytrzymałam. Coś we mnie pękło. Miałam dość patrzenia jak stacza się na dno, jak krzywdzi siebie i mnie.
Wyszłam z pracy, poszłam do domu, naszego domu…Rozejrzałam się i uświadomiłam sobie, że tak naprawdę niczego stąd nie potrzebuję. Że nie ma tam nic, bez czego nie mogłabym żyć. Wzięłam więc tylko szczoteczkę do zębów i wyszłam.

Tak po prostu. Była północ. Wokół strzelały petardy i sztuczne ognie. Ludzie hucznie świętowali powitanie Nowego Roku. W tej wręcz filmowej scenerii czułam, że oto i ja mam dzisiaj swoje święto, choć zalewały mnie tony łez.

Szłam, nie wiedząc dokąd. W obcym mieście. W obcym Państwie. Bez planu. Bez pomysłu. Ale po raz pierwszy pełna wiary, że oto nie tylko zaczyna się nowy rok, ale zaczyna się wreszcie moje życie.
Nie napiszę Ci, że było cudownie, że nie bolało, że obudziłam się następnego dnia w bajce z Królewną u boku.
Nie. Nic takiego nie nastąpiło. Było ciężko, bardzo bolało i nieraz miałam chwile zwątpienia w siebie, w ludzi, w życie. Ale dziś wiem, że było warto. I to był najlepszy Sylwester mojego życia!

Bo sama sobie sprawiłam najcenniejszy prezent: Miłość. Zadbałam o siebie i pokazałam sobie, że jestem dla siebie ważna uciekając stamtąd, gdzie spotykała mnie tylko krzywda.

Pamiętam też, że kiedy się z tego wyrwałam, nie umiałam sobie spojrzeć w twarz. Nienawidziłam siebie, że byłam taka głupia, że na to wszystko pozwalałam, że wierzyłam w puste słowa, że zatraciłam instynkt samozachowawczy, że dałam się poniżać, upadlać. Że nie było już ze mnie nic. Straciłam poczucie własnej wartości, szacunek do siebie. Byłam dla siebie najsurowszym sędzią i katem.
To najgorsze co może człowiek wtedy sam sobie zrobić.

Udało mi się poskładać wewnętrznie, odbudować stracone wartości. Nie było to łatwe i nie obyło się bez pomocy psychologów. Wracanie z nimi do tamtych chwil było bolesne, ale z każdą sesją ból stawał się mniejszy, potrafiłam odnaleźć swoje „Ja” i o nie zawalczyć.
A Whiter Shade Of Pale https://www.youtube.com/watch?v=WVuU-X-igaA

By promcio